PRAWA AUTORSKIE!

Wszystko co jest publikowane na tym blogu jest na mojego autorstwa (chyba, że zaznaczono inaczej). KOPIOWANIE FRAGMENTÓW LUB CAŁOŚCI MOICH POSTÓW ZABRONIONE!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2013

Istebna Dom Parafialny - Oaza Nowej Drogi I i II stopień

Co to były za rekolekcje!
Dużo do opisania, bo  te 18 dni, które spędziłam się w Istebnej były niesamowitym doświadczeniem Boga w prostych sytuacjach. Zacznę od tego, że rekolekcje I i II stopnia Oazy Nowej Drogi były dla mnie zupełnie czymś nowym, czego wcześniej nie doświadczyłam, bowiem swoją przygodę z "Oazą" rozpoczęłam od stopnia "zerowego". Na te rekolekcje pojechałam jako animatorka grupy i było to dla mnie nie lada wyzwanie, bałam się przede wszystkim tego jak przyjmie mnie moja grupa i inni animatorzy, których wcześniej nie znałam. Zaufałam Panu, który to wezwał mnie na te rekolekcje, wiedziałam, że to, że znalazłam się właśnie w takim miejscu o takim czasie było Jego zasługą i on chciał, abym właśnie swoje pierwsze rekolekcje w diakonii przeżyła na najniższym stopniu.
Zacznę od tego, że moja grupa, moja cudowna i najlepsza na świecie świadectwem swojej wiary bardzo mnie umocniła, kiedy przypomniałam sobie jaka ja byłam w ich wieku, jak nieważna była dla mnie modlitwa, a chodzenie do kościoła było tylko spełnianiem obowiązku, więc kiedy moje uczestniczki dzieliły się swoją wiarą i codziennym spotkaniem Boga robiło mi się głupio, dla mnie w ich wieku "Oaza" była czymś abstrakcyjnym, czymś w czym na pewno siebie nie widziałam. Jednak Bóg chciał, abym była przy Nim i pokierował mnie ku Ruchu Światło - Życie. A wszystko przez przypadek!
Dlaczego? Kiedy powiedziałam sobie słowa: "Trudno nie pojadę w tym roku na rekolekcje" okazało się, że Bóg sprawił mi niespodziankę i powiedział: "Nie córko, pojedziesz do Istebnej, tam gdzie przeżyłaś najgorsze rekolekcje." i cóż OND I i II zmieniły moje podejście do tego miejsca. Bóg zadziałał w prostych sytuacjach, zauważyłam Boga w drugim człowieku, w każdym uśmiechu i dobrym uczynku. Przede wszystkim ponownie zawierzyłam swoje życie Jezusowi, otworzyłam mu swoje serce, wiem, że On tego właśnie chciał. Jednak największym odkryciem tych rekolekcji było właśnie to co napisałam wcześniej, to, że cząstka Boga jest w każdym z nas. Wiele dały mi rozmowy z osobami z diakoni na różne tematy, to one były nawozem dla owoców, które rodziły modlitwa wieczorna, Namiot Spotkania i Eucharystia, która była dla mnie kulminacyjnym momentem każdego dnia. Podczas tego czasu bardzo ważny stał się dla mnie Namiot Spotkania i mam nadzieję, że po tych rekolekcjach będę go częściej praktykowała, aniżeli dotychczas, gdyż zauważyłam, że Żywe Słowo Boga bardzo mnie każdego dnia umacnia.
Bóg przemienił moje serce, dał mi coś czego potrzebowałam od dłuższego czasu i za to wszystko CHWAŁA PANU!


15 lipca 2013

Czas..

... na czas dla Boga!

Nadszedł w końcu czas na nowość w moim życiu: rekolekcje na które jadę jako animator, rekolekcje OND I i II stopnia, na których nigdy nie byłam. Wierzę i mam nadzieję, że będzie to dla mnie czas wyjątkowy i rekolekcje pomimo swej prostoty będą dla mnie owocne. Są to również pierwsze rekolekcje, które przeżyć będzie mi tak ciężko z powodu tęsknoty do ukochanej osoby.

Życzę Bożego Wypoczynku! Wracam w sierpniu!

03 lipca 2013

O trzech wartościach: Miłość


Miłość, wiele pewnie zastanawia się na jej definicją, ale chciałabym spojrzeć na nią od tej bożej strony. Czym więc jest miłość? 
Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, ale mnie zaraz nasuwa się na myśl zdanie Bóg jest miłością, ale z drugiej strony istnieje też miłość pomiędzy ludźmi, często są one mylone ze sobą. Każdy z nas na pewno zna Hymn o Miłości zawarty w pierwszym liście do Koryntian, ale niewielu jest w stanie ten tekst odnieść do Boga, przytoczę go jednak tutaj:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym miał też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłośc nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy
z nich zaś największa jest miłość.

/1 Kor 13, 1- 8. 13/

Na rekolekcjach zerowego stopnia, a także podczas spotkań przygotowujących do Bierzmowania, animatorka poprosiła nas/mnie, abyśmy przeczytali ten fragment zamieniając Miłość na Bóg, w ten sposób możemy otrzymać obraz Boga Miłosiernego, który jest z nami zawsze i do końca. Bóg jest Miłością, ale nie zawsze Miłość jest Bogiem. Współcześnie miłość spychana jest na margines, do czegoś zupełnie cielesnego, nie zauważa się duchowej części, która przecież równocześnie jest tym bożym obliczem.

Do miłości trzeba dojrzeć, nie od razu jesteśmy bowiem zrozumieć sens i potęgę tego słowa, nie powinno być ono rzucane bez potrzeby.Miłość potrafi pokonać wszystko, wystarczy tylko jej zawierzyć, bo z miłości nie bylibyśmy ludźmi, kiedyś na swoim drugim blogu w poście o miłości (Skuteczne zabijanie miłości) napisałam: bez Miłości świat umiera. Każdego dnia, o każdej godzinie, w każdej minucie i sekundzie, świat umiera.My ludzie wierzący nie możemy pozwolić, aby świat zatracił się w braku Miłości, właśnie o miłość powinniśmy najgłośniej i najszerzej walczyć. Bo odpowiedzą na wszystko jest Miłość!



23 czerwca 2013

O trzech wartościach: Wiara


Od Wiary powinnam zacząć swój cykl postów. Wierzyć możemy we wiele rzeczy, ale najważniejsze to wierzyć w Boga. Nie wszyscy musimy wierzyć w tego samego Boga, wiara ma o wiele więcej znaczeń, niż nadzieja o której wspomniałam w poprzednim poście z tej serii.
Warto zadać sobie pytanie, co to znaczy, że w coś albo Kogoś wierzę? Czy moja wiara to tylko przyzwyczajenie, nakaz kulturowy czy może  moja wiara to coś głębszego, coś daje mi napęd do życia?
Nie jestem teologiem, więc nie będę tutaj snuła jakiś treści teologicznych, ale chciałabym powiedzieć parę słów o własnej wierze, już kilkakrotnie przytaczałam tutaj swoje świadectwo, ale chcę to zrobić raz jeszcze. Z naszą wiarą bywa różnie, ale przecież każde zwątpienie daje nam okazje do tego, aby się ubogacić. Nie raz się zdarza, że nasza wiara wystawiana jest na próbę, często niestety nie jesteśmy w stanie jej podołać. Bez wiary nie ma życia, nie da się w nic wierzyć, bo nawet jeśli uważam się za ateistę, mam wartości, którymi się kieruje, w jakiś sposób mam "coś w co wierzę.


Bóg przywołał mnie do siebie w momencie, kiedy wszystko mogło się posypać, wybrał ostatni dzwonek. Byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, odkąd sięgam pamięcią chodziłam na roraty, różaniec, nabożeństwa majowe oraz rok w rok sypałam kwiatki w Boże Ciało, a także przez jakiś czas należałam do Dzieci Maryji,  a jednak pewnego razu przyszedł czas, kiedy nie chciałam, miałam tego dość, ale wtedy znalazłam się w pewnym miejscu i trafiłam do Ruchu Światło - Życie, tamta jedna chwila odmieniła moje życie, ale czy z powodu mojego przyjścia było łatwiej? Nie do końca, najtrudniejszy czas przeżyłam przed swoim pierwszym stopniem, wiele czynników nałożyło się na osłabienie mojej wiary w tamtym czasie, kłopoty ze zdrowiem, pewien konflikt, który zrodził się rok wcześniej, a także pewne tajemnicze i przerażające sny. Sam pierwszy stopień do najłatwiejszych nie należał i później, już przed drugim stopniem, kiedy lęk i sny zaczęły do mnie uderzać z podwójną siłą, bo oprócz standardowego snu budziłam się ze strachem i wrażeniem, że nie jestem sama w pokoju o trzeciej w nocy. Miewałam myśli samobójcze, bo nie radziłam sobie z tym co odczuwam, a jednak wtedy czułam, że Bóg jest ze mną i nic mi nie grozi, drugi stopień w Cieszynie tylko to potwierdził, to były rekolekcje, które oczyściły mnie z tego co mnie trapiło, narodziłam się na nowo. Przygotowania do trzeciego stopnia były cięższe niż zwykle, a cały rok formacyjny był dla mnie ciężką próbą, dostałam grupę, którą musiałam przygotować do rekolekcji, nie było to łatwe zadanie i choć czasem myślałam, że nie dam rady, wiedziałam, że Ten z Góry jest i nigdy mnie opuści i tak też się stało, a rekolekcje trzeciego stopnia w Krakowie były tymi, które dały mi najwięcej. Czy jestem idealnym katolikiem? Od Złego uchroniła mnie wiara, bo gdyby nie ona nie byłoby mnie tutaj.Na pewno nie, ale czuję siłę w tym, że wierzę. Nie umiem sobie w tej chwili wyobrazić, że mogłoby tej wiary w moim życiu zabraknąć, choć jest jeszcze wiele do zrobienia, wiem i WIERZĘ, że z Bożą pomocą mi się uda! Chwała Panu!

22 czerwca 2013

Czas na Boże wakacje...

Sesja już za mną...a przed mną WAKACJE. Długo oczekiwane, ale bardzo pracowite, muszę odbyć praktykę w szkole i przedszkolu, ale tu miało być o bożej części tych trzech miesięcy. Zacznę od tego, że jadę na rekolekcje, jako animator, co bardzo mnie cieszy. Już 14 lipca trafię na dwa tygodnie do Istebnej, gdzie będę mogła ubogacać innych i siebie. Mam też boże czytelnicze plany na czas tych wakacji, wczoraj w moje ręce wpadła książka Więcej niż Cieśla, którą zamierzam jak najszybciej przeczytać, a planów jest o wiele więcej, mam nadzieję, że z Bożą pomocą uda mi się tego dokonać...

Dzisiaj post krótszy, ale postaram się wkrótce napisać o wierze...

30 maja 2013

O trzech wartościach: Nadzieja


Ile znamy stwierdzeń dotyczących Nadziei, iloma z nich praktycznie codziennie się posługujemy, kto z nas nie powiedział nigdy słów: Nadzieja umiera ostatnia czy Nadzieja matką głupich. Często używamy słów: Mam taką nadzieję. Ale jak jest z tą nadzieją? Czy nasze słowa są puste w środku, czy rzeczywiście tli się w nas nadzieja?
Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z dru­gim człowiekiem./Dante Aligheri/

Nadzieja - to słowo brzmi tak przyjemnie i napawa radością. Kiedy wszystko wokół nas się zawali i kiedy nie będziemy widzieli sensu naszego życia, kiedy nasza wiara już nie będzie taka jaka być powinna, kiedy nie będziemy czuli miłości, ona nam zostanie.
Nadzieja to dob­ra rzecz. Może naj­lep­sza ze wszys­tkich. A ta­kie nig­dy nie umierają./Autor nieznany/

Kiedyś słyszałam opowiadanie, którego teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć, pamiętam, że było o trzech świeczkach, które po kolei gasły, pozostała tylko jedna najmniejsza i to na potem rozpaliła te dwie pozostałe, tak działa nadzieja. Ona umiera ostatnia, te słowa dla mnie są puste. Ale czy rzeczywiście tak jest, że na końcu zostaje nam tylko nadzieja?
...przyszłe życie istnieje, nie zawiedzie cię twoja nadzieja. /Prz 23, 18b/

Ja jakoś nigdy nie miałam momentu, że nie "miałam" nadziei, kiedy używam słów: Nadzieja umiera ostatnia naprawdę wierzę w to, że coś się uda, ostatnio się o tym doskonale przekonałam. Już nawet nie wierzyłam, że to się jeszcze może udać, o miłości nie wspominając, miałam jednak nadzieję i... buum, jest. Jednak nadzieję pokładać możemy w Bogu, od Niego ona pochodzi, więc jeśli jest od Niego to nie zaginiemy, póki ją mamy:
Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja, bo od Niego pochodzi moja nadzieja. /Ps 62,6/
Jak jest ze mną i nadzieją? Chyba we mnie jest i naprawdę pokładam ufność, w moim przypadku słowa, które przytoczyłam na początku nie są puste, ale mają pokrycie. Dlatego też nie wierz, że nadzieja jest matką głupich, bo przecież nie jesteś głupim człowiekiem.

________________________________________________________________________
Za jakiś czas pojawi się post o Miłośći i Wierze.

25 maja 2013

Łk 1, 37

Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.
/Łk 1, 37/
Są czasami sytuacje, które wynikają spontanicznie i ciężko jest nam się z nimi pogodzić, a kiedy już uda nam się to wszystko poukładać Ten z Góry postanawia zrobić nam niespodziewaną niespodziankę i pozytywnie nas zaskoczyć. Słowami przewodnimi dzisiejszego posta, są słowa z Ewangelii z dnia wczorajszego, które pomimo tego, że są znane wczoraj podczas Mszy Świętej mnie niesamowicie uderzyły. Czy nie jest tak, kiedy czegoś naprawdę potrzebujemy Bóg nam to daje? Czasami wydaje się, że Bóg nie słucha naszych próśb, ale on je słyszy, ale wie, że to o co prosimy nie do końca jest tym czego sam od nas chce, dlatego czasami robi nam na przekór. Czasami na efekt jakieś prośby musimy czekać dłuższy czas, ale radość jest nieopisana.
Parę spraw się wydarzyło w moim życiu, które stały się pretekstem do tego posta. Pierwszą jest fakt odnowienia pewnej zerwanej znajomości, nie będę tego dłużej rozwijała, bo to sprawa osobista, ale widzę w tym Bożą rękę. Drugim, choć nie do końca jest to jeszcze sprawa zakończona jest propozycja, którą dostałam, bardzo chciałam pojechać w tym roku na rekolekcje z różnych względów nie mogłam, ale pojawił się cień nadziei, że może w tym roku będę mogła przeżyć rekolekcje i to w dodatku takie, na które nie dane było mi pojechać, bo przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego! 

Wystarczy trochę wiary i cierpliwości, a także pokory, aby spełniło się to o co prosimy, oczywiście nie zawsze z pokorą przyjmujemy to co daje nam Bóg, ale trzeba starać się to robić, bo Ten z Góry potrafi nas czasami niesamowicie zaskoczyć i to w takim momencie, kiedy się tego nie spodziewamy.

20 kwietnia 2013

O wierze pod kątem "Życia Pi"

O filmie Życie Pi szerzej pisałam na Sometimes I feel... tutaj pragnę bardziej skupić się na tym co z tego filmu możemy wynieść.

Jak wiadomo lub też nie Pi, zostaje sam (no nie do końca) na oceanie i jak w tym momencie nie wierzyć w nic. Bo gdyby nie wierzył w nic, to nie przeżyłby tygodnia na szalupie ratunkowej z tygrysem na pokładzie.
Czym jest wiara? Po co wierzymy? Dlaczego tyle religii? Która jest najwłaściwsza? Ilu spośród z nas zadaje sobie takie i inne pytania, drogą do znalezienia odpowiedzi (choć i tak wiadomo, że wszystko najlepiej wie Ten z Góry) na te pytania może na pomóc Życie Pi. Dlaczego? Otóż Pi, jest katolickim hinduistą wyznającym muzułmanizm, a także wykładającym kabałę na uniwersytecie, a żeby było mało pewnego dnia zostaje sam na oceanie z tygrysem. Nie mam na myśli, tego aby teraz każdy zaczął wyznawać wszystkie religie, czy wyruszał na samotną podróż po oceanie bez jedzenia i wody, ale poszukał odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Życie Pi oglądałam dwukrotnie, raz z rodziną, a drugi na oazie. I od wczoraj jakoś mnie to nurtowało...

Bo jeśli chcemy możemy dostrzec Boga gdziekolwiek chcemy, w drugim człowieku, w zachwycającym zachodzie słońca, burzy itd. Nie trzeba przecież go widzieć i czuć, bo On jest wszędzie. Pi wierząc w wiele religii rozumiał każde z bóstw i bogów różnych religii jako wcielenie jednego i tego samego Boga, idealnie pokazuje również ten film fakt, że pomimo różnic pomiędzy wyznaniami sprowadza się to wszystko do jednego - zbawienia, osiąganego różnie.
Nam, ludziom, niestety bardzo często nie wystarczają proste, niewidoczne znaki, my czasami potrzebujemy gromu, który otworzy nie tylko nasze oczy i uszy, ale przede wszystkim serce na Boga, który jest i zawsze będzie i zawsze ZAWSZE BĘDZIE NAS KOCHAŁ. Wystarczy tylko, albo aż, uwierzyć i powiedzieć: "Panie Ty jesteś moim Zbawicielem, Ty mnie poprowadź!".

Udziela mi się radość po spowiedzi świętej, BOŻA RADOŚĆ!

28 lutego 2013

Bo Bóg się o nas upomina

Nie widziałam sensu prowadzenia tego bloga, ale w dzień szczególny-rezygnację z posługi papieża Benedykta XVI- dla Kościoła katolickiego, poczułam, że powinnam tutaj wrócić. Bowiem Bóg zawsze się o nas upomni, nawet jeśli na jakiś czas odwrócimy się do niego plecami. Idąc na Mszę Świętą w intencji papieża przypomniałam sobie, jak było ze mną, jak trafiłam na "Oazę", jak pojechałam na pierwszy stopień i w końcu jak walczyłam by móc pojechać na rekolekcje Triduum Paschalnego, które były nie zbednym warunkiem by pojechać na trzeci stopień.
Wróciłam, bo nie mogę przestać świadczyć o Kimś kogo kocham, o Kimś kto sprawił, że wciąż żyję, o
Kimś kto jest moim Panem i Zbawicielem, o Kimś kogo kocham!

06 lutego 2013

Dziewczynko mówię Ci wstań! - Spowiedź

Każdy z nas w jakimś stopniu obawia się spowiedzi. Niektórzy nie widzą jej sensu, bo dlaczego mam mówić o swoich grzechach jakiemuś mężczyźnie. Ale nie o tym chciałam pisać.

Doświadczenie odpuszczenia grzechów, jest czymś niezwykle wspaniałym, szczególnie gdy nie można się przemóc, aby do niej pójść, a jeszcze ten zły podsyca w nas to byśmy nie szli. Czasami obawiamy się wstydu, bowiem co jakiś czas przychodzimy z tym samym grzechem, bo nie umiemy się go pozbyć, choć bardzo się staramy. Czasami boimy się tego co usłyszymy, bo uważamy, że nasze grzechy są tak ciężkie, że nie dostanę odpuszczenia.

Jak to jest z tą naszą spowiedzią? Przyznanie się do winy, czy do błędów przed najlepszym przyjacielem jest bardzo trudne, bowiem nie wiemy czy zdoła nam przebaczyć i już nie pamiętać tego co było złe. Tak samo jest z Bogiem, który przecież również jest naszym przyjacielem, najlepszym i takim, który nas nigdy nie opuści, dlatego też, przyznanie się do winy, wyznanie grzechów jest dla nas takie trudne. Jednak stan euforii, radości i przede wszystkim lekkości, jaki towarzyszy człowiekowi po wyjściu z konfesjonału jest nie do opisana. Dla mnie dość konkretnym przeżyciem była spowiedź na moim II stopniu ONŻ, kiedy to oprócz standardowego wyznania grzechów odbyłam się z księdzem rozmowę twarzą w twarz.

Wczoraj właśnie wybrałam się do spowiedzi, nie mogłam się przemóc, aby pójść, choć od ostatniej spowiedzi nie dzieliło mnie zbyt wiele czasu to jednak odczuwałam lekki strach. Bardzo motywujące dla mnie było słowa, wczorajszej ewangelii, które zmobilizowały mnie do pójścia, kiedy dnia poprzedniego je rozważałam:
Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum to znaczy: "Dziewczynko mówię ci, wstań!"
/Mk 5, 41/
Po powiedzeniu Chrystusowi tego wszystkiego czym go obraziłam, uczestniczyłam w Eucharystii, na której wysłuchałam tego fragmentu i ponownie poczułam ogromną radość z odpuszczenia win.
Spowiedź jest sakramentem trudnym, bowiem już ciężką rzeczą jest uświadomienie swoich grzechów, bowiem poznanie tego co jest w nas złe i jeszcze niedoskonałe jest rzeczą niezwykle ciężkie, bo kto lubi zastanawiać się i rozważać nad tym co we mnie jest złe? Niegdyś znalazłam gdzieś słowa:
Ten, kto pozna siebie, jest w stanie walczyć z przejawami zła.
Kluczem do dobrej spowiedzi, jest dobry rachunek sumienia, a to wcale, aż tak łatwa sprawa nie jest. Innym jest żal i postanowienie poprawy, kiedy tego nie ma to spowiedź jest nieważna. Warto jednak pamiętać, że kiedy już wzbudzimy sobie żal za nasze grzechy to Bóg nam je przebaczy i powie do nas jak do córki Jaira: Dziewczynko mówię ci, wstań! i staniemy się na powrót "żywymi" członkami Kościoła.

02 lutego 2013

On i On lub Ona i Ona zamiast Ona i On...

...czyli o związkach partnerskich.

(...)rodzina współcześnie traci na swojej wartości, a pozwolenie i legalizacja związków pomiędzy mężczyzną a mężczyzną doprowadzi do jeszcze głębszego i bardziej niebezpiecznego rozpadu podstawowej jednostki jaką jest rodzina. Już teraz mówimy o upadku "wzorca ojca", a co by było gdyby dwóch mężczyzn lub dwie kobiety wychowywało dziecko, nie możemy mieć pewności, czy w przyszłości nie będzie miało jakiś lęków lub uprzedzeń.


Temat związków partnerskich jest teraz dość popularny w mediach za sprawą ustawy, która miała wejść w życie. Postanowiłam wyrazić swoją opinię na ten temat. Osobiście nie wyobrażam sobie, pomimo tego, że mam ogromną tolerancję co do gei i lesbijek, aby mogli wychowywać oni dzieci i żyć jak mąż i żona.

Źródło: adonai.pl
Mam świadomość, że temat legalizacji związków homoseksualnych jest tematem drażliwym, ale w zasadzie w naszym kraju obowiązuje wolność słowa. Długo zastanawiałam się, jak zabrać się za ten temat i czy w ogóle, postanowiłam jednak napisać parę słów o "małżeństwie" dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet i adopcji przez nich dzieci. Przy okazji postu o Marszu dla Życia i Rodziny na moim drugim blogu Sometimes I feel... pisałam już o tym, że rodzina współcześnie traci na swojej wartości, a pozwolenie i legalizacja związków pomiędzy mężczyzną a mężczyzną doprowadzi do jeszcze głębszego i bardziej niebezpiecznego rozpadu podstawowej jednostki jaką jest rodzina. Już teraz mówimy o upadku "wzorca ojca", a co by było gdyby dwóch mężczyzn lub dwie kobiety wychowywało dziecko, nie możemy mieć pewności, czy w przyszłości nie będzie miało jakiś lęków lub uprzedzeń. Przyczyna lęków u dzieci ma bardzo często podłoże emocjonalne i wynika z tego, co dziecko wynosi z domu, kiedy zaburzona jest podstawa jednostka jaką bez wątpienia jest rodzina wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Jak chłopiec ma w przyszłości być dobrym mężem, ojcem, skoro wzorca ojca z domu nie wyniósł, bo wychowały go dwie kobiety. Nie mówię, że inne przypadki, gdy ojciec dzieci bije, czy pije, czy go po prostu nie ma itd. nie wpływają na dziecko, bo wpłyną w taki sam sposób albo i gorszy, ale rodzina to rodzina, wtedy i tylko wtedy, kiedy stanowi ją kobieta i mężczyzna, nie wyobrażam sobie innego modelu rodziny. Patrząc na to dalej oczami dziecka to nie umiem wyobrazić sobie jak dziecko żyłoby w społeczności szkolnej, już teraz dzieci o niższym statusie finansowym są odrzucane, a jak czułoby się dziecko w klasie, gdyby zamiast ojca i matki miało dwóch ojców, nie miałoby łatwego życia.

Jestem katolikiem, osobą wierzącą i uważam, że rodzina to tylko i wyłącznie kobieta + mężczyzna, nie ma innych możliwości. Jeżeli uważasz, że w legalizacji związków homoseksualnych nie ma nic złego to odpowiedź sobie na pytanie, czy chciałbyś wychowywać się w takiej rodzinie?
Źródło: blizejprzedszkola.pl

Jak pisałam już we wstępnie mam tolerancję dla osób homoseksualnych, bowiem natknęłam się na takie osoby, jednak nie chcę, aby osoby homoseksualne miały prawo do wychowywania dzieci, bowiem to nie będzie rodzina, co już tutaj wielokrotnie powtarzałam. Zdaję sobie sprawę, że świat idzie do przodu, ale są rzeczy, które nigdy nie powinny mieć miejsca, a właśnie taką rzeczą jest legalizacja związków partnerskich, skoro chcą żyć ze sobą niech żyją tak jak żyją, jaką różnicę zrobi im to, że swój związek zalegalizują. Nie uwierzę również w to, że takie związki pomiędzy osobami tej samej płci są trwalsze. Zgoda na zawieranie związków małżeńskich przez osoby tej samej płci pociągnie za sobą szereg innych ustaw i pomysłów, które nie wpłyną pozytywnie na sytuację polskiej rodziny. Bo co może być dalej? Nie chcę o tym myśleć i mam nadzieję, że w Polsce ustawa u legalizacji związków męsko - męskich lub damsko - damskich po prostu nie przejdzie.

20 stycznia 2013

On jest

Współcześnie Bóg spychany jest na margines, wielu zwraca się do Niego dopiero, gdy jego problemy, choroba osiągnęły takie stadium, że nic już nie można poradzić. Ja pragnę tego by Bóg kierował moim życiem, bo jeżeli On jest na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na swoim miejscu.

Aktualnie wszędzie propagowany jest ateizm i wszystko co z nim związane, wystarczy spojrzeć na popularne strony internetowe na które każdy może wrzucić własny obrazek, jeśli posiada konto. Rzadko kiedy pojawiają się wzmianki o Bogu, częściej pojawiają się treści ateistyczne, bądź obrażające wiarę.  Czasami przeglądam te strony i jest mi bardzo często przykro, że ludzie aż tak bardzo Boga negują. Co Bóg im zrobił?

Coraz częściej w Kościele pojawiają się niewierzący praktykujący, nie wierzę, bo w co mam wierzyć, ale do kościoła chodzę, bo co powiedzą sąsiedzi. Wielu młodych ludzi w moim wieku nie chodzi do kościoła, bo księża są tacy i owacy, a przecież nie mamy chodzić do kościoła dla księży, ale dla Boga. 

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o cudzie Chrystusa na weselu w Kanie Galilejskiej, o pierwszym cudzie Mesjasza, może Ty wciąż czekasz na ten cud, na swoją Kanę. Jeśli wierzysz możesz być pewien, że On do Ciebie przyjdzie, odmieni Twoje życie.

Błogosławionej Niedzieli!

06 stycznia 2013

W "Trzech króli" o wierze...

Dzisiaj święto Objawienia Pańskiego, nie będę pisała o trzech mędrcach, królach Kasprze, Melchiorze i Baltazarze, choć jeszcze dzisiaj rano miałam taki plan, ale jak zawsze Ten z Góry podpowiedział mi inny temat na to szczególne święto. W dzień, w który Zbawiciel objawił się po raz pierwszy osobom, którzy nigdy nie słyszeli o Bogu, a ja pragnę powiedzieć dzisiaj o wierze w wróżby, zabobony, horoskopy.

Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach wiara w horoskopy i wróżenie sobie dla zabawy jest rzeczą dość powszechną i niewiara w nie spotyka się z dziwnymi pytaniami - przynajmniej jak się z takimi spotkałam mówiąc, że nie czytam horoskopów, bo co, i tak nie wierzę w to, że np. we wtorek wieczorem spotkam uroczego bruneta. Nowy Rok to idealny czas na przeczytanie horoskopu, bo przecież muszę wiedzieć co przydarzy mi się w tym nowym roku, czy będzie lepszy niż te poprzedni, czy gorszy.

Z artykułu zamieszczonego w  "Gościu Niedzielnym" 01/2013:
Gdy prowadzono badania nad sprawdzalnością horoskopów, okazywało się, że sprawdzają się one w takiej samej mierze zarówno wtedy, gdy czyta się horoskop swój, jak i wtedy, gdy zapoznaje się z przeznaczonym dla kogoś innego. Cała sztuka pisania horoskopów nie polega bowiem na tym, żeby cokolwiek przepowiedzieć, tylko na tym, by pasowało wszystkim i w każdej sytuacji.
Współcześnie istnieją liczne kanały, które poświęcają swój program wyłącznie wróżbom z kart tarota, szklanej kuli i czy innych sposobów. Często spotyka się pytanie: "Spod jakiego znaku zodiaku jesteś?", a jakie to ma znaczenie, dla mnie ważniejsze jest w jakim dniu się urodziłam, a nie spod jakiego znaku jestem, może też dlatego, że urodzona jestem w uroczystość Niepokalnego Poczęcia Najświętszej Maryji Panny. Gość Niedzielny podaje, że odpowiedź chrześcijanina powinna brzmieć: "Spod znaku krzyża, a ty?", bo trzeba przyznać, że wiara w to, że układ gwiazd może wpływać na nasze życie to zabobon, czy chcemy w to uwierzyć czy też nie. Niektórzy uważają, że czytanie horoskopów, czy też chodzenie do wróżki to nic złego, a jednak jest to już sposób na otwarcie furtki Szatanowi, a to niestety do niczego dobrego nie doprowadzi. Jeżeli chodzi o horoskopy, które w czasie nowego roku cieszą się ogromnym zainteresowaniem to bardzo często zdarza się tak, że są wymyślone i nijak mają się do naszej przyszłości, o czym można przeczytać w wyżej wymienionym przez mnie cytacie z artykułu.

Działania magiczne, wszelakie, które pozornie służą dobru, są  złe. W dzisiejszym kazaniu ksiądz przytoczył świadectwo kobiety, która była wróżką. Właśnie to świadectwo stało się zalążkiem tego postu. Kobieta ta tak bardzo "wciągnęła" się w wróżenie, że nie wychodziła z domu bez powróżenia sobie, zmieniło się to chwili gdy musiała zająć chorą matką, poszła do spowiedzi, a po spowiedziach zaczęła wyrzucać magiczne przedmioty i modliła się by nikt ich nie znalazł.
Nie mówię, że sama nigdy horoskopów nie czytałam, bo pamiętam jak jeszcze będąc parę dobrych lat temu na koloniach czytałam taki horoskop, ale dla żartu, nigdy specjalnie nie wierzyłam w to co tam piszę. Nie mogłam, bo przecież Ten z Góry nad mną czuwał. W swoim życiu miałam styczność z wróżbami, co trochę odbiło się na moim duchowym funkcjonowaniu, kiedyś o tym opowiem.

Spotykam się często z wyśmianiem, gdy mówię, że nie wierzę w to, że np. gdy czarny kot przebiega drogę to będę miała pecha, bo mam w domu czarnego kota i gdy jest w domu drogę przechodzi mi conajmniej 10 razy i żyję. To czy coś się spełni, czy też nie zależy własnie od tego czy w to wierzę, jeśli wierzę, to istnieje już taka siła, żeby to coś złego nam się przydarzyło, skoro tak bardzo tego chcę. Tak zakończę, ale zostawię pytanie:
Czy rzeczywiście wiara w zabobony/horoskopy daje mi coś w życiu?



 

03 stycznia 2013

O Bożych planach na Nowy Rok

Miałam ten post początkowo napisać 31 grudnia, ale Ten z Góry sprawił mi niespodziankę i pomógł mi wybrać się z przyjaciółmi na Hobbita do kina, a po powrocie szykowałam się na zabawę sylwestrową. 1 stycznia również chciałam napisać co nie co, ale mój umysł mówił kategoryczne: "Nie" na wszystko. Zmęczenie dało górę, a był taki piękny dzień na napisanie o bożych planach na rok 2013, bo przecież było to Świętej Bożej Rodzicielki, ale piszę teraz już po północy, a więc 3 stycznia. Nie chcę podsumowywać swojego minionego 2012 roku, bowiem był to rok wielu prób.

A jaki chciałabym by był rok 2013?
Moja ciocia powiedziała, że "13" wcale nie musi być pechowa, bo przecież "13" to liczba związana z objawieniami fatimskimi. Opowiem tutaj o swoich bożych planach na nowy roczek, na co zresztą wskazuje tytuł postu.

Po swoim szukaniu miejsca w Kościele i swoich porekolekcyjnych postanowieniach chciałbym dalej trwać w Ruchu Światło - Życie, ale przede wszystkim chciałabym wziąć udział w jakiś rekolekcjach dla Diakonii, myślałam na ORD (Oaza Rekolekcyjna Diakonii), dobrze byłoby pojechać również na KODA (Kurs Oazowy Dla Animatorów), ale ja wciąż nie mogę się do tego przemóc, ale jak będę miała jechać Ten z Góry tak sprawi, wiem, że nie będę mogła pojechać na KODĘ w czasie ferii, gdyż ze smutkiem to przyznaje nie mam takich typowych ferii. Poza "oazowymi" planami chciałabym również wreszcie po kilku latach zbierania się (rok temu było tak blisko) pojechać na Lednicę, zobaczymy co z tego wyniknie w tym roku. Rozpoczął się Rok Wiary, a więc chciałabym pochylić się nad swoją wiarą, pokonać to co we mnie jeszcze ciemne i niedoskonałe, to dobry czas. Chciałabym zakupić parę "bożych" książek, o ile można tak powiedzieć, na mojej liście jest Youcat, czyli Katechizm Kościoła Katolickiego dla młodych ludzi oraz może jakaś  książkę Szymona Hołowni. Na swojej półce mam książkę ks. Wojciecha Danielskiego Pana mojego spotykam...w słowie i sakramencie, zaczęłam ją czytać, ale nie mogę skończyć, może właśnie ten 2013 pozwoli mi usiąść i zagłębić się w tą książkę. Kolejnym z "postanowień" to częściej czytać Pismo Święte, mam Biblię w komórce, co może być znacznym ułatwieniem. Nie mówię, że nie czytam Słowa Bożego, bo staram się każdego dnia żyć Ewangelią z danego dnia, ale pragnę jeszcze więcej wyciągnąć ze Słów Boga Żywego.


Jaki okaże się dla mnie ten rok, okaże się wkrótce, na razie po zakończeniu starego roku czuje się radosna, wypełniona po brzegi bożym zapałem i radością. Otworzyłam całe swoje serce na Chrystusa i czuję się szczęśliwa, choć przecież jeszcze tak wiele bym chciała osiągnąć, ale wiem, że Ten z Góry, wie co robi. Niech ten rok będzie rokiem błogosławionym! Tego wam życzę! Błogosławionego roku 2013!

26 grudnia 2012

Dlaczego "Obiekt chroniony"?

Skąd wziął się pomysł na bloga, na adres i na cytat w nagłówku? Nie są to przypadkowo dobrane słowa, a boży wybór. Decyzja o założeniu bloga poświęconego mojej wierze zrodziła się w mojej głowie na początku Adwentu i praktycznie przez cały ten czas dojrzewało we mnie to, aż w końcu dokładnie 22 grudnia założyłam bloga. W momencie jego zakładania nie wiedziałam jaki będzie adres mojego bloga i jaki nadam mu tytuł, spojrzała na moje Pismo Święte i już wiedziałam. Dlaczego?

Moje Pismo Święte, które zabieram ze sobą zawsze na wszelkiego rodzaju rekolekcje, które leży przy moim łóżku, ma właśnie takową naklejkę na okładce z przodu (nakleiłam ją z wygody, gdyż moje Pismo Święte jest oprawione w czarną okładkę bez żadnych napisów i często otwierałam je na odwrót). 

Obiekt chroniony. Czuję się właśnie obiektem chronionym przez Boga, to on prowadzi mnie przez życie i mnie ochrania. Jestem chroniona. Bóg to mój bodyguard, najlepszy jakiego mogłam mieć. 

"Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?"/Rz 8,31/ - ten cytat powtarzam sobie, gdy muszę zrobić coś czego się obawiam, kiedy ktoś może mnie wyśmiać z tego co robię. Właśnie wtedy te słowa podnoszą mnie na duchu, bo przecież Bóg jest ze mną i nie powinnam się niczego lękać. W kazaniu, który wygłosił ksiądz z mojej parafii podczas Bożego Narodzenia padły słowa, że powinniśmy się sprzeciwiać propagowaniu ateizmu, czy wyśmiewania z wiary katolickiej (czy również innej) i nie właśnie swoją postawą pokazywać jaki szczęśliwy może być człowiek poddany Chrystusowi.

25 grudnia 2012

"Bóg się rodzi, moc truchleje.."


Po raz kolejny w naszych sercach narodził się Jezus Chrystus. Mój Pan i Zbawiciel. A czym dla Ciebie jest Boże Narodzenie? Jak ty do niego podchodzisz? Czy jest tylko jednym z tych świąt, w których mogę dostać prezenty, kolejne nowe gadżety, czy czymś głębszym, ponownym przyjściem Zbawiciela do mojego serca?

Parę lat temu podchodziłam do świąt w sposób materialistyczny, liczyły się dla mnie prezenty, a nie to co najważniejsze w świętach, czyli ponowne przyjście Chrystusa. Nie rozumiałam tego, jak to jest, że Bóg ponownie się rodzi, ale jak? Przecież narodził się te 2000 lat temu i ponownie się raczej nie narodzi, owszem przyjdzie na końcu czasów i rozliczy nas wszystkich z naszych uczynków - nastąpi apokalipsa, koniec naszych czasów. Ale dziś jest inaczej, Boże Narodzenie to dla mnie czas ponownego przyjścia/zaproszenia do mojego serca Jezusa, to on ma w nim zamieszkać i kierować moim życiem, nie ja, ale Nowo narodzony Mesjasz Pan.
"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."
/J 1, 1/
Bóg przychodzi do nas w Słowie Bożym i zawsze możemy się do niego zwrócić. Na tydzień przed świętami byłam na spotkaniu Diakonii Modlitwy, oczywiście po ogólnych wiadomościach i spotkaniu była modlitwa. Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy jakaś modlitwa tak silnie do mnie przemówiła. On - Dzieciątko w Żłobie - pragnie, bym otworzyła mu swoje serce i abym nie bała się tego co może mi dać. On wie co jest najlepsze dla mnie, zna moje pragnienia i potrzeby lepiej niż ja sama.
"W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła."
/J 1, 4 -5/
Nie bez powodu wybrałam początek kolędy Bóg się rodzi, w niej znajduję się tak wiele symboliki, że mnie osobiście coś przenika, gdy ją słyszę, niby jest to piosenka mówiąca o narodzeniu Pana, ale ukazuje również to jak Bóg - nasz Ojciec i Brat - poświęcił się dla swojego stworzenia, że wycierpiał wiele, aby nas odkupić z niewoli grzechu: "Niemało cierpiał niemało, żeśmy byli winni sami". Kto może dać nam więcej, aniżeli Bóg, tak naprawdę nie potrzeba wiele, aby powiedzieć "TAK" Chrystusowi. 
"Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas." 
 /J 1, 12 -14a/
Sama nie jestem człowiekiem doskonałym, jest wiele rzeczy, które muszę w sobie zmienić i wiem, że tylko z bożą pomocą jestem w stanie dokonać. Na dzisiejszym bożonarodzeniowym kazaniu usłyszałam słowa: "Świąt nie będzie (...), bo nie ma śniegu.", a czy śnieg jest wyznacznikiem świąt? Oczywiście, że nie, bez nich tak samo potrafią być udane święta. Ważniejsze jest to co w środku, co w nas, liczy się rodzinna atmosfera, a nie prezenty, śnieg i świąteczne piosenki, a właśnie radość z narodzenia Pana.

23 grudnia 2012

On Światłem i Życiem


W maju 2008 roki przyszłam pierwszy raz na "Oazę", czy sądziłam, że coś zmieni się w moim życiu - nie wiem, ciężko powiedzieć. Moje motywacje przyjścia nie były takie, że chciałam tej zmiany, ale nie będę o nich tutaj mówić.


Bóg zadziałał, gdyby nie On nie pisałabym tego posta i leżała teraz zjadana przez robaki w trumnie w ziemi, a moim niegdyś istnieniu świadczyłyby tylko moje fotografie i to co po mnie zostało. Każdy z nas, ma gorsze i trudniejsze dni, ja ze swoimi zawodami sobie nie radziłam, miałam myśli samobójcze, niektóre bliższe realizacji, inne mniej.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, osobiście moje ulubione, choć wiem i rozumiem, że ważniejszym świętem jest Wielkanoc, to mimo to Boże Narodzenie lubię bardziej, to czas ponownego przyjścia Boga, w sensie dosłownym i przenośni. Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel ma narodzić się w naszym sercu i właśnie do tego przygotowuje nas Adwent. W biegu życia o tym zapominamy co jest najważniejsze, kto jest najważniejszy, bo przecież: "jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu". Przyznam szczerze, że kiedyś nie widziałam tego wszystkiego, czasem również wątpię, jak każdy z nas, ale staram się żyć z Bogiem, bo wiem, że kiedy wszyscy wokół mnie zawiodą On jeden będzie przy mnie, do niego mogę się zwrócić w każdej chwili. Mam Słowo, które pokrzepia, codziennie wieczorem rozważam słowa Ewangelii z danego dnia (np. w środę rozważam słowa ewangelii z czwartku) i staram się żyć tym słowem przez cały następny dzień.

Bóg jest światłem, bo oświetla nam drogę w trudnych czasach propagowania ateizmu, ale również pomaga zrozumieć otaczający nas świat.
Bóg jest życiem, bo daje życie, bo jest naszym życiem.

Gdy przyszłam na swoje pierwsze spotkanie Ruchu Światło - Życie nie chciałam w nim zostać, byłam, bo byłam, chodziłam dla przyjemności, dla spotkania ze znajomymi, ale Ten z Góry to zmienił, przestałam tam przychodzić dla znajomych, a przede wszystkim dla Niego. Były dni, kiedy nie miałam ochoty iść na spotkanie, a jednak szłam. Dlaczego? Bo On tak chciał. Tak chodziłam, aż nieoczekiwanie zakończyłam I etap swojej oazowej przygody - trzystopniową formację podstawową (choć w moim przypadku czterostopniową). Były rekolekcje mocno na mnie działające i takie, które pozornie nie dały nic. Ostatnie, podczas których miałam różne, skrajne postawy były chyba tymi, które dały mi najwięcej od fazy: nie chcę tutaj być, to bez sensu i tak nie zostanę w Oazie przez fazę: Boże, jak już to jestem to zostanę, ale nie zostanę w Oazie do fazy: Boże, nie chcę wyjeżdżać, nie wyobrażam siebie w innym miejscu Kościoła jak Oaza, chcę zostać, chcę dołączyć do jakieś Diakonii, może Diakonia Modlitwy? 

Wybrałam Boga świadomie i dobrowolnie, Jezus Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem!

"Pan jest ze mną, nie lękam się: cóż mi może zrobić człowiek?"
/Ps 118(117), 6/