PRAWA AUTORSKIE!

Wszystko co jest publikowane na tym blogu jest na mojego autorstwa (chyba, że zaznaczono inaczej). KOPIOWANIE FRAGMENTÓW LUB CAŁOŚCI MOICH POSTÓW ZABRONIONE!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobiste doświadczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobiste doświadczenia. Pokaż wszystkie posty

02 sierpnia 2013

Istebna Dom Parafialny - Oaza Nowej Drogi I i II stopień

Co to były za rekolekcje!
Dużo do opisania, bo  te 18 dni, które spędziłam się w Istebnej były niesamowitym doświadczeniem Boga w prostych sytuacjach. Zacznę od tego, że rekolekcje I i II stopnia Oazy Nowej Drogi były dla mnie zupełnie czymś nowym, czego wcześniej nie doświadczyłam, bowiem swoją przygodę z "Oazą" rozpoczęłam od stopnia "zerowego". Na te rekolekcje pojechałam jako animatorka grupy i było to dla mnie nie lada wyzwanie, bałam się przede wszystkim tego jak przyjmie mnie moja grupa i inni animatorzy, których wcześniej nie znałam. Zaufałam Panu, który to wezwał mnie na te rekolekcje, wiedziałam, że to, że znalazłam się właśnie w takim miejscu o takim czasie było Jego zasługą i on chciał, abym właśnie swoje pierwsze rekolekcje w diakonii przeżyła na najniższym stopniu.
Zacznę od tego, że moja grupa, moja cudowna i najlepsza na świecie świadectwem swojej wiary bardzo mnie umocniła, kiedy przypomniałam sobie jaka ja byłam w ich wieku, jak nieważna była dla mnie modlitwa, a chodzenie do kościoła było tylko spełnianiem obowiązku, więc kiedy moje uczestniczki dzieliły się swoją wiarą i codziennym spotkaniem Boga robiło mi się głupio, dla mnie w ich wieku "Oaza" była czymś abstrakcyjnym, czymś w czym na pewno siebie nie widziałam. Jednak Bóg chciał, abym była przy Nim i pokierował mnie ku Ruchu Światło - Życie. A wszystko przez przypadek!
Dlaczego? Kiedy powiedziałam sobie słowa: "Trudno nie pojadę w tym roku na rekolekcje" okazało się, że Bóg sprawił mi niespodziankę i powiedział: "Nie córko, pojedziesz do Istebnej, tam gdzie przeżyłaś najgorsze rekolekcje." i cóż OND I i II zmieniły moje podejście do tego miejsca. Bóg zadziałał w prostych sytuacjach, zauważyłam Boga w drugim człowieku, w każdym uśmiechu i dobrym uczynku. Przede wszystkim ponownie zawierzyłam swoje życie Jezusowi, otworzyłam mu swoje serce, wiem, że On tego właśnie chciał. Jednak największym odkryciem tych rekolekcji było właśnie to co napisałam wcześniej, to, że cząstka Boga jest w każdym z nas. Wiele dały mi rozmowy z osobami z diakoni na różne tematy, to one były nawozem dla owoców, które rodziły modlitwa wieczorna, Namiot Spotkania i Eucharystia, która była dla mnie kulminacyjnym momentem każdego dnia. Podczas tego czasu bardzo ważny stał się dla mnie Namiot Spotkania i mam nadzieję, że po tych rekolekcjach będę go częściej praktykowała, aniżeli dotychczas, gdyż zauważyłam, że Żywe Słowo Boga bardzo mnie każdego dnia umacnia.
Bóg przemienił moje serce, dał mi coś czego potrzebowałam od dłuższego czasu i za to wszystko CHWAŁA PANU!


15 lipca 2013

Czas..

... na czas dla Boga!

Nadszedł w końcu czas na nowość w moim życiu: rekolekcje na które jadę jako animator, rekolekcje OND I i II stopnia, na których nigdy nie byłam. Wierzę i mam nadzieję, że będzie to dla mnie czas wyjątkowy i rekolekcje pomimo swej prostoty będą dla mnie owocne. Są to również pierwsze rekolekcje, które przeżyć będzie mi tak ciężko z powodu tęsknoty do ukochanej osoby.

Życzę Bożego Wypoczynku! Wracam w sierpniu!

03 lipca 2013

O trzech wartościach: Miłość


Miłość, wiele pewnie zastanawia się na jej definicją, ale chciałabym spojrzeć na nią od tej bożej strony. Czym więc jest miłość? 
Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, ale mnie zaraz nasuwa się na myśl zdanie Bóg jest miłością, ale z drugiej strony istnieje też miłość pomiędzy ludźmi, często są one mylone ze sobą. Każdy z nas na pewno zna Hymn o Miłości zawarty w pierwszym liście do Koryntian, ale niewielu jest w stanie ten tekst odnieść do Boga, przytoczę go jednak tutaj:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym miał też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłośc nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy
z nich zaś największa jest miłość.

/1 Kor 13, 1- 8. 13/

Na rekolekcjach zerowego stopnia, a także podczas spotkań przygotowujących do Bierzmowania, animatorka poprosiła nas/mnie, abyśmy przeczytali ten fragment zamieniając Miłość na Bóg, w ten sposób możemy otrzymać obraz Boga Miłosiernego, który jest z nami zawsze i do końca. Bóg jest Miłością, ale nie zawsze Miłość jest Bogiem. Współcześnie miłość spychana jest na margines, do czegoś zupełnie cielesnego, nie zauważa się duchowej części, która przecież równocześnie jest tym bożym obliczem.

Do miłości trzeba dojrzeć, nie od razu jesteśmy bowiem zrozumieć sens i potęgę tego słowa, nie powinno być ono rzucane bez potrzeby.Miłość potrafi pokonać wszystko, wystarczy tylko jej zawierzyć, bo z miłości nie bylibyśmy ludźmi, kiedyś na swoim drugim blogu w poście o miłości (Skuteczne zabijanie miłości) napisałam: bez Miłości świat umiera. Każdego dnia, o każdej godzinie, w każdej minucie i sekundzie, świat umiera.My ludzie wierzący nie możemy pozwolić, aby świat zatracił się w braku Miłości, właśnie o miłość powinniśmy najgłośniej i najszerzej walczyć. Bo odpowiedzą na wszystko jest Miłość!



23 czerwca 2013

O trzech wartościach: Wiara


Od Wiary powinnam zacząć swój cykl postów. Wierzyć możemy we wiele rzeczy, ale najważniejsze to wierzyć w Boga. Nie wszyscy musimy wierzyć w tego samego Boga, wiara ma o wiele więcej znaczeń, niż nadzieja o której wspomniałam w poprzednim poście z tej serii.
Warto zadać sobie pytanie, co to znaczy, że w coś albo Kogoś wierzę? Czy moja wiara to tylko przyzwyczajenie, nakaz kulturowy czy może  moja wiara to coś głębszego, coś daje mi napęd do życia?
Nie jestem teologiem, więc nie będę tutaj snuła jakiś treści teologicznych, ale chciałabym powiedzieć parę słów o własnej wierze, już kilkakrotnie przytaczałam tutaj swoje świadectwo, ale chcę to zrobić raz jeszcze. Z naszą wiarą bywa różnie, ale przecież każde zwątpienie daje nam okazje do tego, aby się ubogacić. Nie raz się zdarza, że nasza wiara wystawiana jest na próbę, często niestety nie jesteśmy w stanie jej podołać. Bez wiary nie ma życia, nie da się w nic wierzyć, bo nawet jeśli uważam się za ateistę, mam wartości, którymi się kieruje, w jakiś sposób mam "coś w co wierzę.


Bóg przywołał mnie do siebie w momencie, kiedy wszystko mogło się posypać, wybrał ostatni dzwonek. Byłam wychowywana w katolickiej rodzinie, odkąd sięgam pamięcią chodziłam na roraty, różaniec, nabożeństwa majowe oraz rok w rok sypałam kwiatki w Boże Ciało, a także przez jakiś czas należałam do Dzieci Maryji,  a jednak pewnego razu przyszedł czas, kiedy nie chciałam, miałam tego dość, ale wtedy znalazłam się w pewnym miejscu i trafiłam do Ruchu Światło - Życie, tamta jedna chwila odmieniła moje życie, ale czy z powodu mojego przyjścia było łatwiej? Nie do końca, najtrudniejszy czas przeżyłam przed swoim pierwszym stopniem, wiele czynników nałożyło się na osłabienie mojej wiary w tamtym czasie, kłopoty ze zdrowiem, pewien konflikt, który zrodził się rok wcześniej, a także pewne tajemnicze i przerażające sny. Sam pierwszy stopień do najłatwiejszych nie należał i później, już przed drugim stopniem, kiedy lęk i sny zaczęły do mnie uderzać z podwójną siłą, bo oprócz standardowego snu budziłam się ze strachem i wrażeniem, że nie jestem sama w pokoju o trzeciej w nocy. Miewałam myśli samobójcze, bo nie radziłam sobie z tym co odczuwam, a jednak wtedy czułam, że Bóg jest ze mną i nic mi nie grozi, drugi stopień w Cieszynie tylko to potwierdził, to były rekolekcje, które oczyściły mnie z tego co mnie trapiło, narodziłam się na nowo. Przygotowania do trzeciego stopnia były cięższe niż zwykle, a cały rok formacyjny był dla mnie ciężką próbą, dostałam grupę, którą musiałam przygotować do rekolekcji, nie było to łatwe zadanie i choć czasem myślałam, że nie dam rady, wiedziałam, że Ten z Góry jest i nigdy mnie opuści i tak też się stało, a rekolekcje trzeciego stopnia w Krakowie były tymi, które dały mi najwięcej. Czy jestem idealnym katolikiem? Od Złego uchroniła mnie wiara, bo gdyby nie ona nie byłoby mnie tutaj.Na pewno nie, ale czuję siłę w tym, że wierzę. Nie umiem sobie w tej chwili wyobrazić, że mogłoby tej wiary w moim życiu zabraknąć, choć jest jeszcze wiele do zrobienia, wiem i WIERZĘ, że z Bożą pomocą mi się uda! Chwała Panu!

25 maja 2013

Łk 1, 37

Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.
/Łk 1, 37/
Są czasami sytuacje, które wynikają spontanicznie i ciężko jest nam się z nimi pogodzić, a kiedy już uda nam się to wszystko poukładać Ten z Góry postanawia zrobić nam niespodziewaną niespodziankę i pozytywnie nas zaskoczyć. Słowami przewodnimi dzisiejszego posta, są słowa z Ewangelii z dnia wczorajszego, które pomimo tego, że są znane wczoraj podczas Mszy Świętej mnie niesamowicie uderzyły. Czy nie jest tak, kiedy czegoś naprawdę potrzebujemy Bóg nam to daje? Czasami wydaje się, że Bóg nie słucha naszych próśb, ale on je słyszy, ale wie, że to o co prosimy nie do końca jest tym czego sam od nas chce, dlatego czasami robi nam na przekór. Czasami na efekt jakieś prośby musimy czekać dłuższy czas, ale radość jest nieopisana.
Parę spraw się wydarzyło w moim życiu, które stały się pretekstem do tego posta. Pierwszą jest fakt odnowienia pewnej zerwanej znajomości, nie będę tego dłużej rozwijała, bo to sprawa osobista, ale widzę w tym Bożą rękę. Drugim, choć nie do końca jest to jeszcze sprawa zakończona jest propozycja, którą dostałam, bardzo chciałam pojechać w tym roku na rekolekcje z różnych względów nie mogłam, ale pojawił się cień nadziei, że może w tym roku będę mogła przeżyć rekolekcje i to w dodatku takie, na które nie dane było mi pojechać, bo przecież dla Boga nie ma nic niemożliwego! 

Wystarczy trochę wiary i cierpliwości, a także pokory, aby spełniło się to o co prosimy, oczywiście nie zawsze z pokorą przyjmujemy to co daje nam Bóg, ale trzeba starać się to robić, bo Ten z Góry potrafi nas czasami niesamowicie zaskoczyć i to w takim momencie, kiedy się tego nie spodziewamy.

31 marca 2013

Zmartwychwstał Pan!

Alleluja! Zmartwychwstał Pan i żyje dziś! Blaskiem jaśnieje noc!

Radujmy się ze Zmartwychwstania naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który przez swoją mękę i Zmartywchwstanie pokonał pęta śmierci i szatana!

W poprzednim poście wspominałam o tym, że mam zamiar nie korzystać z internetu na czas Wielkiego Tygodnia i powiem z radością, że mi się udało! Bywało ciężko, kusiło, ale dobrnęłam do końca i włączyłam komputer dopiero po przyjściu z Wigilii Paschalnej.

Niby tak samo, a jednak inaczej. Tak samo, bo w swojej parafii z rodziną, inaczej bo bardziej świadomie. Uczestniczyłam we wszystkich trzech liturgiach, co dla mnie kiedyś było czymś trudnym do realizacji, zawsze bowiem zdarzało się tak, że jednego dnia po prostu nie mogłam uczestniczyć w Liturgii. Od trzech jednak lat jest to dla mnie obowiązek i przyjemność.

Każdą Liturgię przeżywałam w sposób nowy dla siebie, pomimo tego, iż znałam już jej porządek, czułam jakbym uczestniczyła w niej po raz pierwszy. Po raz kolejny najbardziej niesamowita okazała się dla mnie Wigilia Paschalna, z każdego spośród 9 czytań starałam się coś wyłapać i szczególnie ujęły mnie słowa z księgi proroka Izajasza:
Daleka bądź od trwogi, bo nie masz się czego obawiać, i od przestrachu, bo nie ma on przystępu do ciebie.
Mam nadzieję, że radość ze Zmartwychwstania mojego Pana i Zbawiciela napełni mnie siłą na dłuższy czas.
Weselcie się już, zastępy Aniołów, w niebie: weselcie się, słudzy Boga. Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo. Raduj, się ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem, a oświecona jasnością Króla wieków, poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa!
Pan Zmartywchwstał! Alleluja!

24 marca 2013

Przed Triduum Paschalnym (Niedziela Palmowa)



Rok temu "święta" spędziłam we wspólnocie oazowej i powiem krótko, ale niezwykle szczerze, pomimo tego że sama liturgia była zupełnie inna niż w mojej parafii, od której świadomie uciekłam (mimo że takowe rekolekcje się w nich odbywały), taki czas rekolekcji - przeżycia trzech najważniejszych dni w Kościele z dala od rodziny, były nie zwykle trudne, ale z drugiej umacniające i uświadamiające mi to w Świętym Triduum Pachalnym najważniejsze.

Tak się zastanawiałam nad tym co tu napisać, ale może podzielę się tym co dały mi zeszłoroczne rekolekcje w Triduum Paschalne, bo nie chcę snuć kazań czy innych moralizatorskich treści, bo po prostu nie czuję się osobą kompetentną do takich rzeczy.

Rekolekcje Triduum Paschalnego przed III stopniem ONŻ są obowiązkowe, moi rodzice, głównie mama nie bardzo chciała bym na święta wyjeżdżała z domu, miałam możliwość wzięcia udziału w owych w swojej parafii, ale chciałam zobaczyć jak to wygląda gdzieś indziej, w końcu jednak znalazłam porozumienie i tak trafiłam na czwartek, piątek i sobotę do Katowic, gdzie przeżywałam liturgie Triduum Paschalnego. Było czuwanie przy Chrystusie w ciemnicy i to właśnie pragnę uczynić w tym roku i polecam to każdemu, bo przecież ciemnica, do której Chrystus jest przenoszony po Mszy Wieczerzy Pańskiej to symbol Ogrodu Oliwnego, gdzie Jezus żarliwie się modlił i odczuwał trwogę, a także straszliwa samotność i nie zrozumienie jaką w tamtej chwili czuł. Triduum Paschalne z dala od rodziny, w innym mieście dało mi inne spojrzenie na te trzy dni, choć powinnam powiedzieć cztery, ale w niedzielę byłam już w domu, pokazały mi jak ważne są Liturgie w roku kalendarzowym i nauczyły mnie inaczej spostrzegać wszystkie symbole. Chciałabym, aby tegoroczne Triduum Paschalne było dla mnie równie silnym przeżyciem, miałam okazję ponownie przeżyć je w oazowej wspólnocie, tym razem jako animator, ale chciałam to przeżyć z rodziną i samemu w swojej parafii odkryć "piękno" tych Liturgii.

Postanowiłam sobie również przez ten czas Wielkiego Tygodnia począwszy od jutra, gdyż dzisiaj musiałam jeszcze uporządkować i wyszukać pewne informacje nie korzystać z internetu, aby pełniej i bardziej duchowo przygotować się na Triduum Paschalne, będzie to o tyle trudne, że mam dostęp do internetu w swoim telefonie. Pojawię się w Wielkanocny poranek.

18 marca 2013

Kościół Powszechny

Taki temat towarzyszył mi/nam podczas III Rejonowego Dnia Wspólnoty Ruchu Światło - Życie. Uważam, że temat zbiegł się idealnie z wyborem następcy Św. Piotra - papieża Franciszka. Co znaczy, że Kościół jest powszechny?

Na to pytanie próbowaliśmy sobie (przepraszam, że piszę w liczbie mnogiej, ale robiłam to wszystko wspólnotą) odpowiedzieć w spotkaniach w grupie, które ja akurat prowadziłam.

Kościół jest powszechny, ponieważ jest w nim obecny Chrystus. <<Tam, gdzie jest Jezus Chrystus, tam jest Kościół powszechny>>. Istnieje w nim pełnia Ciała Chrystusa zjednoczona z Głową, w wyniku czego Kościół otrzymuje od niego <<pełnię środków zbawienia>>, której On chciał mu udzielić: poprawne i pełne wyznanie wiary, integralne życie sakramentalne (…). W tym podstawowym znaczeniu Kościół był już powszechny w dniu Pięćdziesiątnicy i taki będzie aż do dnia Paruzji” (KKK 831);
Nie muszę nic dodawać, bo Katechizm Kościoła Katolickiego w sposób doskonały mówi o Kościele, jednak chciałbym powiedzieć jeszcze jedną rzecz, że Kościół jest powszechny, bo jest dla wszystkich, bez względu na płeć, rasę, wiek.

Cały świat żyje teraz wyborem nowego następcy św. Piotra, ja dowiedziałam się o tym, że mamy papieża z facebooka i to w dodatku sprawdzonego na telefonie. Byłam w drodze, nie śledziłam, nie czekałam, aż nowy papież wyjdzie i pokaże się światu. Dopiero po powrocie do domu poznałam Franciszka, kim jest, skąd jest i że wybrał imię Franciszek. Módlmy się, aby Franciszek otrzymał moc darów Ducha Świętego do kierowania Kościołem...

09 marca 2013

Czuwanie Wielkopostne



Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas poranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę zawiąże.
/Oz 6, 1/
W piątkowy wieczór, zmęczona z pulsującym bólem głowy, po całym dniu na uczelni poszłam na Wielkopostne czuwanie do sąsiedniej parafii. Przyznaję, że na samym początku miałam ochotę wyjść i nie wrócić, ból był nie do zniesienia, a ciągłe zmiany światła doprowadzały mnie do coraz silniejszego bólu. A jednak Ten z Góry stwierdził, że mam zostać do końca. Jakoś mniej więcej podczas Drogi Krzyżowej, która była dla mnie dość szczególnym przeżyciem, ale o tym za chwilę, ból w miarę ustał.

Podczas tego wieczoru miałam okazję ponownie powiedzieć Jezusowi Chrystusowi, że jest moim Panem i Zbawicielem i to jemu oddaje swoje życie. Bardzo mnie to cieszy, że mogłam ponownie tak oficjalnie powiedzieć Chrystusowi, że to On jest Panem. Było mi to potrzebne. Wspomniałam, że szczególna była dla mnie Droga Krzyżowa, odbyła się ona już po przyjęciu Jezusa jako Pana i Zbawiciela, a oparta była na opisach Męki Pańskiej według Katarzyny Emmerich, na bazie których powstał film pt.: Pasja. Wsłuchując się w owe opisy czułam dreszcze (i nie tylko z zimna, które mnie przenikało), wiele uświadomiłam sobie podczas tej Drogi Krzyżowej, ale zostawię to dla swojego serca. Czuwanie kończyło się Eucharystią o północy, myślałam, że nie będę w stanie już kontaktować podczas Mszy Świętej, ale Ten z Góry znowu obdarzył mnie siłą.

Nie było to czuwanie z "fajerwerkami", jak zwykłam określać modlitwy podczas których człowiek "lata pod sufitem" i niemal namacalnie czuję obecność Boga, ale i tak niesamowicie mnie umocniło. Jakoś wcześniej, nigdy nie byłam na wielkopostnych czuwaniach, jakoś tak zwykle czasowo nie dawałam rady. Teraz pojawiała się okazja, bowiem Czuwanie Wielkopostne odbywało się w sąsiedniej parafii, padła również propozycja, że wybierzemy się na nią w ramach "Oazy". Pomimo tego, że naprawdę byłam wyczerpana, bo całym tygodniu i dniu to jednak wiem, że Ten z Góry dokładnie sobie to zaplanował, a zmęczenie, które odczuwałam przerodziło się w niesamowitą motywację i siłę do modlitwy. Może to i złe słowo, ale czuję satysfakcję z tego powodu, że się nie poddałam i nie poszłam do domu, kiedy czułam, że nie dam już rady. Z Bogiem radę damy zawsze, wystarczy mu tylko zawierzyć!

28 lutego 2013

Bo Bóg się o nas upomina

Nie widziałam sensu prowadzenia tego bloga, ale w dzień szczególny-rezygnację z posługi papieża Benedykta XVI- dla Kościoła katolickiego, poczułam, że powinnam tutaj wrócić. Bowiem Bóg zawsze się o nas upomni, nawet jeśli na jakiś czas odwrócimy się do niego plecami. Idąc na Mszę Świętą w intencji papieża przypomniałam sobie, jak było ze mną, jak trafiłam na "Oazę", jak pojechałam na pierwszy stopień i w końcu jak walczyłam by móc pojechać na rekolekcje Triduum Paschalnego, które były nie zbednym warunkiem by pojechać na trzeci stopień.
Wróciłam, bo nie mogę przestać świadczyć o Kimś kogo kocham, o Kimś kto sprawił, że wciąż żyję, o
Kimś kto jest moim Panem i Zbawicielem, o Kimś kogo kocham!

06 lutego 2013

Dziewczynko mówię Ci wstań! - Spowiedź

Każdy z nas w jakimś stopniu obawia się spowiedzi. Niektórzy nie widzą jej sensu, bo dlaczego mam mówić o swoich grzechach jakiemuś mężczyźnie. Ale nie o tym chciałam pisać.

Doświadczenie odpuszczenia grzechów, jest czymś niezwykle wspaniałym, szczególnie gdy nie można się przemóc, aby do niej pójść, a jeszcze ten zły podsyca w nas to byśmy nie szli. Czasami obawiamy się wstydu, bowiem co jakiś czas przychodzimy z tym samym grzechem, bo nie umiemy się go pozbyć, choć bardzo się staramy. Czasami boimy się tego co usłyszymy, bo uważamy, że nasze grzechy są tak ciężkie, że nie dostanę odpuszczenia.

Jak to jest z tą naszą spowiedzią? Przyznanie się do winy, czy do błędów przed najlepszym przyjacielem jest bardzo trudne, bowiem nie wiemy czy zdoła nam przebaczyć i już nie pamiętać tego co było złe. Tak samo jest z Bogiem, który przecież również jest naszym przyjacielem, najlepszym i takim, który nas nigdy nie opuści, dlatego też, przyznanie się do winy, wyznanie grzechów jest dla nas takie trudne. Jednak stan euforii, radości i przede wszystkim lekkości, jaki towarzyszy człowiekowi po wyjściu z konfesjonału jest nie do opisana. Dla mnie dość konkretnym przeżyciem była spowiedź na moim II stopniu ONŻ, kiedy to oprócz standardowego wyznania grzechów odbyłam się z księdzem rozmowę twarzą w twarz.

Wczoraj właśnie wybrałam się do spowiedzi, nie mogłam się przemóc, aby pójść, choć od ostatniej spowiedzi nie dzieliło mnie zbyt wiele czasu to jednak odczuwałam lekki strach. Bardzo motywujące dla mnie było słowa, wczorajszej ewangelii, które zmobilizowały mnie do pójścia, kiedy dnia poprzedniego je rozważałam:
Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum to znaczy: "Dziewczynko mówię ci, wstań!"
/Mk 5, 41/
Po powiedzeniu Chrystusowi tego wszystkiego czym go obraziłam, uczestniczyłam w Eucharystii, na której wysłuchałam tego fragmentu i ponownie poczułam ogromną radość z odpuszczenia win.
Spowiedź jest sakramentem trudnym, bowiem już ciężką rzeczą jest uświadomienie swoich grzechów, bowiem poznanie tego co jest w nas złe i jeszcze niedoskonałe jest rzeczą niezwykle ciężkie, bo kto lubi zastanawiać się i rozważać nad tym co we mnie jest złe? Niegdyś znalazłam gdzieś słowa:
Ten, kto pozna siebie, jest w stanie walczyć z przejawami zła.
Kluczem do dobrej spowiedzi, jest dobry rachunek sumienia, a to wcale, aż tak łatwa sprawa nie jest. Innym jest żal i postanowienie poprawy, kiedy tego nie ma to spowiedź jest nieważna. Warto jednak pamiętać, że kiedy już wzbudzimy sobie żal za nasze grzechy to Bóg nam je przebaczy i powie do nas jak do córki Jaira: Dziewczynko mówię ci, wstań! i staniemy się na powrót "żywymi" członkami Kościoła.

03 stycznia 2013

O Bożych planach na Nowy Rok

Miałam ten post początkowo napisać 31 grudnia, ale Ten z Góry sprawił mi niespodziankę i pomógł mi wybrać się z przyjaciółmi na Hobbita do kina, a po powrocie szykowałam się na zabawę sylwestrową. 1 stycznia również chciałam napisać co nie co, ale mój umysł mówił kategoryczne: "Nie" na wszystko. Zmęczenie dało górę, a był taki piękny dzień na napisanie o bożych planach na rok 2013, bo przecież było to Świętej Bożej Rodzicielki, ale piszę teraz już po północy, a więc 3 stycznia. Nie chcę podsumowywać swojego minionego 2012 roku, bowiem był to rok wielu prób.

A jaki chciałabym by był rok 2013?
Moja ciocia powiedziała, że "13" wcale nie musi być pechowa, bo przecież "13" to liczba związana z objawieniami fatimskimi. Opowiem tutaj o swoich bożych planach na nowy roczek, na co zresztą wskazuje tytuł postu.

Po swoim szukaniu miejsca w Kościele i swoich porekolekcyjnych postanowieniach chciałbym dalej trwać w Ruchu Światło - Życie, ale przede wszystkim chciałabym wziąć udział w jakiś rekolekcjach dla Diakonii, myślałam na ORD (Oaza Rekolekcyjna Diakonii), dobrze byłoby pojechać również na KODA (Kurs Oazowy Dla Animatorów), ale ja wciąż nie mogę się do tego przemóc, ale jak będę miała jechać Ten z Góry tak sprawi, wiem, że nie będę mogła pojechać na KODĘ w czasie ferii, gdyż ze smutkiem to przyznaje nie mam takich typowych ferii. Poza "oazowymi" planami chciałabym również wreszcie po kilku latach zbierania się (rok temu było tak blisko) pojechać na Lednicę, zobaczymy co z tego wyniknie w tym roku. Rozpoczął się Rok Wiary, a więc chciałabym pochylić się nad swoją wiarą, pokonać to co we mnie jeszcze ciemne i niedoskonałe, to dobry czas. Chciałabym zakupić parę "bożych" książek, o ile można tak powiedzieć, na mojej liście jest Youcat, czyli Katechizm Kościoła Katolickiego dla młodych ludzi oraz może jakaś  książkę Szymona Hołowni. Na swojej półce mam książkę ks. Wojciecha Danielskiego Pana mojego spotykam...w słowie i sakramencie, zaczęłam ją czytać, ale nie mogę skończyć, może właśnie ten 2013 pozwoli mi usiąść i zagłębić się w tą książkę. Kolejnym z "postanowień" to częściej czytać Pismo Święte, mam Biblię w komórce, co może być znacznym ułatwieniem. Nie mówię, że nie czytam Słowa Bożego, bo staram się każdego dnia żyć Ewangelią z danego dnia, ale pragnę jeszcze więcej wyciągnąć ze Słów Boga Żywego.


Jaki okaże się dla mnie ten rok, okaże się wkrótce, na razie po zakończeniu starego roku czuje się radosna, wypełniona po brzegi bożym zapałem i radością. Otworzyłam całe swoje serce na Chrystusa i czuję się szczęśliwa, choć przecież jeszcze tak wiele bym chciała osiągnąć, ale wiem, że Ten z Góry, wie co robi. Niech ten rok będzie rokiem błogosławionym! Tego wam życzę! Błogosławionego roku 2013!

23 grudnia 2012

On Światłem i Życiem


W maju 2008 roki przyszłam pierwszy raz na "Oazę", czy sądziłam, że coś zmieni się w moim życiu - nie wiem, ciężko powiedzieć. Moje motywacje przyjścia nie były takie, że chciałam tej zmiany, ale nie będę o nich tutaj mówić.


Bóg zadziałał, gdyby nie On nie pisałabym tego posta i leżała teraz zjadana przez robaki w trumnie w ziemi, a moim niegdyś istnieniu świadczyłyby tylko moje fotografie i to co po mnie zostało. Każdy z nas, ma gorsze i trudniejsze dni, ja ze swoimi zawodami sobie nie radziłam, miałam myśli samobójcze, niektóre bliższe realizacji, inne mniej.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, osobiście moje ulubione, choć wiem i rozumiem, że ważniejszym świętem jest Wielkanoc, to mimo to Boże Narodzenie lubię bardziej, to czas ponownego przyjścia Boga, w sensie dosłownym i przenośni. Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel ma narodzić się w naszym sercu i właśnie do tego przygotowuje nas Adwent. W biegu życia o tym zapominamy co jest najważniejsze, kto jest najważniejszy, bo przecież: "jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu". Przyznam szczerze, że kiedyś nie widziałam tego wszystkiego, czasem również wątpię, jak każdy z nas, ale staram się żyć z Bogiem, bo wiem, że kiedy wszyscy wokół mnie zawiodą On jeden będzie przy mnie, do niego mogę się zwrócić w każdej chwili. Mam Słowo, które pokrzepia, codziennie wieczorem rozważam słowa Ewangelii z danego dnia (np. w środę rozważam słowa ewangelii z czwartku) i staram się żyć tym słowem przez cały następny dzień.

Bóg jest światłem, bo oświetla nam drogę w trudnych czasach propagowania ateizmu, ale również pomaga zrozumieć otaczający nas świat.
Bóg jest życiem, bo daje życie, bo jest naszym życiem.

Gdy przyszłam na swoje pierwsze spotkanie Ruchu Światło - Życie nie chciałam w nim zostać, byłam, bo byłam, chodziłam dla przyjemności, dla spotkania ze znajomymi, ale Ten z Góry to zmienił, przestałam tam przychodzić dla znajomych, a przede wszystkim dla Niego. Były dni, kiedy nie miałam ochoty iść na spotkanie, a jednak szłam. Dlaczego? Bo On tak chciał. Tak chodziłam, aż nieoczekiwanie zakończyłam I etap swojej oazowej przygody - trzystopniową formację podstawową (choć w moim przypadku czterostopniową). Były rekolekcje mocno na mnie działające i takie, które pozornie nie dały nic. Ostatnie, podczas których miałam różne, skrajne postawy były chyba tymi, które dały mi najwięcej od fazy: nie chcę tutaj być, to bez sensu i tak nie zostanę w Oazie przez fazę: Boże, jak już to jestem to zostanę, ale nie zostanę w Oazie do fazy: Boże, nie chcę wyjeżdżać, nie wyobrażam siebie w innym miejscu Kościoła jak Oaza, chcę zostać, chcę dołączyć do jakieś Diakonii, może Diakonia Modlitwy? 

Wybrałam Boga świadomie i dobrowolnie, Jezus Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem!

"Pan jest ze mną, nie lękam się: cóż mi może zrobić człowiek?"
/Ps 118(117), 6/