PRAWA AUTORSKIE!

Wszystko co jest publikowane na tym blogu jest na mojego autorstwa (chyba, że zaznaczono inaczej). KOPIOWANIE FRAGMENTÓW LUB CAŁOŚCI MOICH POSTÓW ZABRONIONE!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zastanów się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zastanów się. Pokaż wszystkie posty

03 lipca 2013

O trzech wartościach: Miłość


Miłość, wiele pewnie zastanawia się na jej definicją, ale chciałabym spojrzeć na nią od tej bożej strony. Czym więc jest miłość? 
Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, ale mnie zaraz nasuwa się na myśl zdanie Bóg jest miłością, ale z drugiej strony istnieje też miłość pomiędzy ludźmi, często są one mylone ze sobą. Każdy z nas na pewno zna Hymn o Miłości zawarty w pierwszym liście do Koryntian, ale niewielu jest w stanie ten tekst odnieść do Boga, przytoczę go jednak tutaj:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym miał też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłośc nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy
z nich zaś największa jest miłość.

/1 Kor 13, 1- 8. 13/

Na rekolekcjach zerowego stopnia, a także podczas spotkań przygotowujących do Bierzmowania, animatorka poprosiła nas/mnie, abyśmy przeczytali ten fragment zamieniając Miłość na Bóg, w ten sposób możemy otrzymać obraz Boga Miłosiernego, który jest z nami zawsze i do końca. Bóg jest Miłością, ale nie zawsze Miłość jest Bogiem. Współcześnie miłość spychana jest na margines, do czegoś zupełnie cielesnego, nie zauważa się duchowej części, która przecież równocześnie jest tym bożym obliczem.

Do miłości trzeba dojrzeć, nie od razu jesteśmy bowiem zrozumieć sens i potęgę tego słowa, nie powinno być ono rzucane bez potrzeby.Miłość potrafi pokonać wszystko, wystarczy tylko jej zawierzyć, bo z miłości nie bylibyśmy ludźmi, kiedyś na swoim drugim blogu w poście o miłości (Skuteczne zabijanie miłości) napisałam: bez Miłości świat umiera. Każdego dnia, o każdej godzinie, w każdej minucie i sekundzie, świat umiera.My ludzie wierzący nie możemy pozwolić, aby świat zatracił się w braku Miłości, właśnie o miłość powinniśmy najgłośniej i najszerzej walczyć. Bo odpowiedzą na wszystko jest Miłość!



19 maja 2013

Duchu Święty Przyjdź...


Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni  Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić.
/Dz 2, 1 - 4/
Można by zadawać pytanie po co Bóg zesłał Ducha Świętego? Ale ja nie zadam tego pytania. 
Wielokrotnie obserwowałam działanie Ducha Świętego czy to podczas rekolekcji, czy podczas pamiętnego dla mnie spotkania Diakoni Modlitwy, czy podczas tych dwóch Tyskich Wieczorów Uwielbienia na których byłam.

Będąc kiedyś w spowiedzi ksiądz wręczył mi modlitwę do Ducha Świętego, abym codziennie modliła się o jego dary. Cóż ze smutkiem przyznam, że o owej małej karteczce przypomniałam sobie w piątek, kiedy to przygotowywałam się do sakramentu pokuty i pojednania. Jednak jeszcze nic straconego, a święto Zesłania Ducha Świętego może być dobrą okazją do rozpoczęcia codziennej modlitwy do Ducha Świętego.

Po co modlić się o dary Ducha Świętego? Odpowiedzi może być wiele i każdy znajdzie własną, ale ja zwracam się do Ducha Świętego conajmniej raz w tygodniu, podczas Oazy, kiedy to na rozpoczęcie czy to spotkania ogólnego, czy spotkania w grupach powierzam siebie i uczestników Duchowi Świętemu, aby nas prowadził i to on udzielał odpowiedzi. Do Ducha Świętego modliłam się przez cały okres matur, aby nie zabrakło mi światła i aby mój umysł pozostał jasny, modlę się do niego przed egzaminami podczas sesji, abym napisała wszystko jak najlepiej. I dzieją się cuda... Normalnie zawsze byłam zestresowana, jak przypomnę sobie test po szkole podstawowej czy po gimnazjum chodziłam i bałam się tego jak mi pójdzie, przy maturze już takich stresów nie odczuwałam, a teraz w czasie sesji także nie czuję strachu, bo wiem, że Pan jest przy mnie, nawet przy najcięższych egzaminach po prostu ufałam. 

Nie możemy w życiu codziennym oczekiwać takich spektakularnych zjawisk, jakie zostały opisane w Dziejach Apostolskich, ale musimy nauczyć się dostrzegać działanie Ducha Świętego w rzeczach prostych i takich, które wykonujemy każdego dnia. Tak mi się skojarzyła książka Williama Younga pod tytułem Chata, w której to w trochę bliższy człowiekowi została ukazana Trójca Święta.

20 kwietnia 2013

O wierze pod kątem "Życia Pi"

O filmie Życie Pi szerzej pisałam na Sometimes I feel... tutaj pragnę bardziej skupić się na tym co z tego filmu możemy wynieść.

Jak wiadomo lub też nie Pi, zostaje sam (no nie do końca) na oceanie i jak w tym momencie nie wierzyć w nic. Bo gdyby nie wierzył w nic, to nie przeżyłby tygodnia na szalupie ratunkowej z tygrysem na pokładzie.
Czym jest wiara? Po co wierzymy? Dlaczego tyle religii? Która jest najwłaściwsza? Ilu spośród z nas zadaje sobie takie i inne pytania, drogą do znalezienia odpowiedzi (choć i tak wiadomo, że wszystko najlepiej wie Ten z Góry) na te pytania może na pomóc Życie Pi. Dlaczego? Otóż Pi, jest katolickim hinduistą wyznającym muzułmanizm, a także wykładającym kabałę na uniwersytecie, a żeby było mało pewnego dnia zostaje sam na oceanie z tygrysem. Nie mam na myśli, tego aby teraz każdy zaczął wyznawać wszystkie religie, czy wyruszał na samotną podróż po oceanie bez jedzenia i wody, ale poszukał odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Życie Pi oglądałam dwukrotnie, raz z rodziną, a drugi na oazie. I od wczoraj jakoś mnie to nurtowało...

Bo jeśli chcemy możemy dostrzec Boga gdziekolwiek chcemy, w drugim człowieku, w zachwycającym zachodzie słońca, burzy itd. Nie trzeba przecież go widzieć i czuć, bo On jest wszędzie. Pi wierząc w wiele religii rozumiał każde z bóstw i bogów różnych religii jako wcielenie jednego i tego samego Boga, idealnie pokazuje również ten film fakt, że pomimo różnic pomiędzy wyznaniami sprowadza się to wszystko do jednego - zbawienia, osiąganego różnie.
Nam, ludziom, niestety bardzo często nie wystarczają proste, niewidoczne znaki, my czasami potrzebujemy gromu, który otworzy nie tylko nasze oczy i uszy, ale przede wszystkim serce na Boga, który jest i zawsze będzie i zawsze ZAWSZE BĘDZIE NAS KOCHAŁ. Wystarczy tylko, albo aż, uwierzyć i powiedzieć: "Panie Ty jesteś moim Zbawicielem, Ty mnie poprowadź!".

Udziela mi się radość po spowiedzi świętej, BOŻA RADOŚĆ!

20 stycznia 2013

On jest

Współcześnie Bóg spychany jest na margines, wielu zwraca się do Niego dopiero, gdy jego problemy, choroba osiągnęły takie stadium, że nic już nie można poradzić. Ja pragnę tego by Bóg kierował moim życiem, bo jeżeli On jest na pierwszym miejscu, to wszystko będzie na swoim miejscu.

Aktualnie wszędzie propagowany jest ateizm i wszystko co z nim związane, wystarczy spojrzeć na popularne strony internetowe na które każdy może wrzucić własny obrazek, jeśli posiada konto. Rzadko kiedy pojawiają się wzmianki o Bogu, częściej pojawiają się treści ateistyczne, bądź obrażające wiarę.  Czasami przeglądam te strony i jest mi bardzo często przykro, że ludzie aż tak bardzo Boga negują. Co Bóg im zrobił?

Coraz częściej w Kościele pojawiają się niewierzący praktykujący, nie wierzę, bo w co mam wierzyć, ale do kościoła chodzę, bo co powiedzą sąsiedzi. Wielu młodych ludzi w moim wieku nie chodzi do kościoła, bo księża są tacy i owacy, a przecież nie mamy chodzić do kościoła dla księży, ale dla Boga. 

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o cudzie Chrystusa na weselu w Kanie Galilejskiej, o pierwszym cudzie Mesjasza, może Ty wciąż czekasz na ten cud, na swoją Kanę. Jeśli wierzysz możesz być pewien, że On do Ciebie przyjdzie, odmieni Twoje życie.

Błogosławionej Niedzieli!

06 stycznia 2013

W "Trzech króli" o wierze...

Dzisiaj święto Objawienia Pańskiego, nie będę pisała o trzech mędrcach, królach Kasprze, Melchiorze i Baltazarze, choć jeszcze dzisiaj rano miałam taki plan, ale jak zawsze Ten z Góry podpowiedział mi inny temat na to szczególne święto. W dzień, w który Zbawiciel objawił się po raz pierwszy osobom, którzy nigdy nie słyszeli o Bogu, a ja pragnę powiedzieć dzisiaj o wierze w wróżby, zabobony, horoskopy.

Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach wiara w horoskopy i wróżenie sobie dla zabawy jest rzeczą dość powszechną i niewiara w nie spotyka się z dziwnymi pytaniami - przynajmniej jak się z takimi spotkałam mówiąc, że nie czytam horoskopów, bo co, i tak nie wierzę w to, że np. we wtorek wieczorem spotkam uroczego bruneta. Nowy Rok to idealny czas na przeczytanie horoskopu, bo przecież muszę wiedzieć co przydarzy mi się w tym nowym roku, czy będzie lepszy niż te poprzedni, czy gorszy.

Z artykułu zamieszczonego w  "Gościu Niedzielnym" 01/2013:
Gdy prowadzono badania nad sprawdzalnością horoskopów, okazywało się, że sprawdzają się one w takiej samej mierze zarówno wtedy, gdy czyta się horoskop swój, jak i wtedy, gdy zapoznaje się z przeznaczonym dla kogoś innego. Cała sztuka pisania horoskopów nie polega bowiem na tym, żeby cokolwiek przepowiedzieć, tylko na tym, by pasowało wszystkim i w każdej sytuacji.
Współcześnie istnieją liczne kanały, które poświęcają swój program wyłącznie wróżbom z kart tarota, szklanej kuli i czy innych sposobów. Często spotyka się pytanie: "Spod jakiego znaku zodiaku jesteś?", a jakie to ma znaczenie, dla mnie ważniejsze jest w jakim dniu się urodziłam, a nie spod jakiego znaku jestem, może też dlatego, że urodzona jestem w uroczystość Niepokalnego Poczęcia Najświętszej Maryji Panny. Gość Niedzielny podaje, że odpowiedź chrześcijanina powinna brzmieć: "Spod znaku krzyża, a ty?", bo trzeba przyznać, że wiara w to, że układ gwiazd może wpływać na nasze życie to zabobon, czy chcemy w to uwierzyć czy też nie. Niektórzy uważają, że czytanie horoskopów, czy też chodzenie do wróżki to nic złego, a jednak jest to już sposób na otwarcie furtki Szatanowi, a to niestety do niczego dobrego nie doprowadzi. Jeżeli chodzi o horoskopy, które w czasie nowego roku cieszą się ogromnym zainteresowaniem to bardzo często zdarza się tak, że są wymyślone i nijak mają się do naszej przyszłości, o czym można przeczytać w wyżej wymienionym przez mnie cytacie z artykułu.

Działania magiczne, wszelakie, które pozornie służą dobru, są  złe. W dzisiejszym kazaniu ksiądz przytoczył świadectwo kobiety, która była wróżką. Właśnie to świadectwo stało się zalążkiem tego postu. Kobieta ta tak bardzo "wciągnęła" się w wróżenie, że nie wychodziła z domu bez powróżenia sobie, zmieniło się to chwili gdy musiała zająć chorą matką, poszła do spowiedzi, a po spowiedziach zaczęła wyrzucać magiczne przedmioty i modliła się by nikt ich nie znalazł.
Nie mówię, że sama nigdy horoskopów nie czytałam, bo pamiętam jak jeszcze będąc parę dobrych lat temu na koloniach czytałam taki horoskop, ale dla żartu, nigdy specjalnie nie wierzyłam w to co tam piszę. Nie mogłam, bo przecież Ten z Góry nad mną czuwał. W swoim życiu miałam styczność z wróżbami, co trochę odbiło się na moim duchowym funkcjonowaniu, kiedyś o tym opowiem.

Spotykam się często z wyśmianiem, gdy mówię, że nie wierzę w to, że np. gdy czarny kot przebiega drogę to będę miała pecha, bo mam w domu czarnego kota i gdy jest w domu drogę przechodzi mi conajmniej 10 razy i żyję. To czy coś się spełni, czy też nie zależy własnie od tego czy w to wierzę, jeśli wierzę, to istnieje już taka siła, żeby to coś złego nam się przydarzyło, skoro tak bardzo tego chcę. Tak zakończę, ale zostawię pytanie:
Czy rzeczywiście wiara w zabobony/horoskopy daje mi coś w życiu?